1.
Rozdział 1.
- No chodź żeż wreszcie May! - rzuciłam z rozdrażnieniem w stronę przyjaciółki, która jak zwykle spędzała przed lustrem nieskończoną ilość czasu poprawiając już i tak perfekcyjny make-up. Przyjrzałam się jej uważniej. Idealnie proste czarne włosy sięgały jej do ramion, ubrana w pudrowo-różową sukienkę kończącą się w połowie jej uda. Wyglądała jak laleczka, gdy patrzyła na mnie swoimi czekoladowymi oczyma. Nie wspomnę o jej doskonałej figurze, nieskazitelnej cerze i twarzy o idealnych proporcjach.- Cierpliwość jest złotem, nikt Ci o tym nie mówił Effy? - Zaśmiała się May wracając do nakładania mascary na rzęsy po raz tysięczny w ciągu zaledwie pięciu minut. -Gdybyś zaczęła zwracać uwagę, na to jak wyglądasz, zrozumiałabyś, że trzeba poświęcić temu trochę czasu. Miała rację, cała moja garderoba wypełniona była ubraniami w kolorze czarnym -spodnie, bluzki, sukienki i cała reszta.
- Nic nie poradzę na to, że mam monotonny styl, a teraz proszę pośpiesz się. Jeśli zaraz nie wyjdziemy spóźnimy się na zajęcia do Pana Rogue i znowu wylądujemy w kozie. Przynajmniej ja, bo Ty jak zwykle powiesz, że zatrzymały Cię sprawy komitetu organizującego bal i wymigasz się od wszystkiego. - doskonale wiedziałam, że brzmię jakbym miała dość jej ciągłych wymówek. Jej wyraz twarzy odbijający się w lusterku tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że mam rację.
-GOTOWA!- Rzuciła zgarniając swoją torebkę z biurka i nie czekając na mnie ruszyła do wyjścia. Westchnęłam głośno podnosząc się z kanapy i rzuciłam okiem na swoje odbicie w lustrze. Czarna sukienka sięgająca nieco poniżej połowy uda, która opinała moje kształty jak druga skóra. Dekolt w serek poskreślał wydatne piersi, które częściowo były przykryte przez długie, sięgające talii rude włosy. Stylizacji dopełniały kozaki za kolano. Zmierzyłam dziewczynę w lustrze krytycznym spojrzeniem zatrzymując się na chwilę na twarzy. Z niej patrzyły na mnie błękitne - w prawdzie bardziej lodowe - oczy, w których w krórych malowała się irytacja. Za mój wkład własny jeśli chodzi o makijaż można uznać pociągnięte mascarą rzęsy, tak czarne i gęste, że wydawać się mogło iż są sztuczne - nie są. To prawdę mówiąc jedna z niewielu rzeczy jaką odziedziczyłam po matce, która parę miesięcy temu zmarła w wypadku samochodowym, bo jakiś pijany idiota stwierdził, że to cudowny pomysł wsiadać po paru kieliszkach do samochodu. Pokręciłam głową i ruszyłam za przyjaciółką.
***
Szkoła, do której chodziłyśmy wyglądała jak stary klasztor przerobiony na szpital psychiatryczny, na miejscu którego jakaś wspaniałomyślna osoba postanowiła otworzyć liceum. Ceglany budynek był ogromny, strzeliste wieżyczki wyglądały jak szpony sięgające do nieba. Masywne dwuskrzydłowe drzwi frontowe otwarte na oścież - niby w geście powitania - bardziej przypominały otwartą gębę potwora czekającego aby pożreć każdą osobę, która chciałaby przekroczyć jego progi. Wysiadłyśmy z samochodu akurat w momencie, kiedy na dziedzińcu rozległ się dzwonek.
- Kurwa! - Rzuciłam patrząc spode łba na przyjaciółkę, która tylko wzruszyła ramionami i popędziłyśmy do matematycznej. W środku jak zwykle panował harmider. Uczniowie przekrzykiwali siebie nawzajem, natomiast Pan Rouge stał za biurkiem przyglądając się całej sytuacji ze stoickim spokojem.
- Cameron! Fray! - Zagrzmiał w klasie głos nauczyciela gdy zajmowałyśmy swoje miejsca w ostatniej ławce przy oknie, co spowodowało, że w całej klasie jak za dotknięciem magicznej różdżki wszystkie głosy umilkły i głowy zwróciły się w naszą stronę. - Znowu spóźnione, mogę spytać co było tak ważne, że po raz kolejny nie dotarłyście na moje zajęcia przed dzwonkiem?
Oczywiście tak jak przewidziałam, May wyśpiewała ze skruszoną miną swoją bajeczkę o komitecie co nauczyciel przyjął obojętnym machnięciem ręki całą uwagę skupiając na mojej osobie.
- Tak wiem, wiem Panie Rouge. Dwie godziny w kozie po lekcjach w bibliotece szkolnej. Czy to wszystko? - Patrzyłam z założonymi rękoma jak nauczyciel czerwienieje na twarzy, a na czole pojawia się żyłka świadcząca o przekroczeniu jego granic cierpliwość.
- Dwie godziny codziennie przez następny tydzień Cameron! A teraz siadaj i nie chcę Cię słyszeć do końca zajęć, inaczej posiedzisz sobie jeszcze dodatkowy tydzień! - Po czym przeniósł wzrok w inną część klasy, co uznałam za koniec reprymendy i tyrady kar. Westchnęłam myśląc, że tata będzie bardzo niepocieszony słysząc o kolejnym tygodniu spędzonym w kozie. Ale na dobrą sprawę co miałam zrobić? Pozwolić na to żeby ten stary pierdziel się na mnie wyżywał za wszelkie krzywdy jakie go spotkały w życiu?
Zajęcia minęły szybko, nawet nie jestem w sranie powiedzieć co się na nich działo. Cała moja uwaga skupiona była na obserwowaniu kolegów z klasy. Fakt, że byłam jedną z pięciu dziewczyn przydzielonych do tej klasy jakoś mi nie przeszkadzał, bo zawsze lepiej dogadywałam się z chłopakami. Dziewczyny są zawistne i podstępne. Najpierw udają najlepsze przyjaciółki a potem ni stąd ni zowąd wbiją Ci nóż w plecy. Natomiast faceci to zupełnie inna bajka. Dadzą sobie po mordzie i koniec tematu. Prawdę mówiąc niewiele osób w tej klasie było godnych jakiejkolwiek uwagi. Większość to nerdy zbyt zajęte nowinkami technologicznymi, żeby dostrzec coś poza pikselami na ekranie. James Starr był jedną z dwóch osób, z którymi się zaprzyjaźniłam. Wszyscy zakładają, że w końcu będziemy razem ponieważ większą część wolnego czasu spędzamy razem. Towarzyszy mi w kozie gdy nie ma nic lepszego do roboty, albo ma wolne od pracy w kawiarni. Przyjaźnimy się już od paru ładnych lat i żadnemu z nas nie przyszło na myśl, żeby spróbować czy byłoby z tego coś więcej. James jest odpowiednikiem mnie tylko z penisem - bezczelny, wygadany, czasami nawet i wredny. Teraz patrzył na mnie z wyrazem rozbawienia na twarzy i iskierkami w oczach sugerującymi, że zasłużyłam sobie na kozę. Wystawiłam mu język na co on zareagował dokładnie tak samo i wrócił do robienia notatek. Ja natomiast po raz kolejny bazgrałam w swoim zeszycie bez większego celu. Było tak za każdym razem, kiedy tylko miałam długopis pod ręką i zatracałam się we własnych myślach. W momencie kiedy zadzwonił dzwonek wytrącając mnie z zamyślenia odłożyłam długopis na ławkę patrząc na tę samą lecz nieznajomą twarz. Jak zwykle była tam patrząca na mnie z drwiącym uśmieszkiem i obojętnością w oczach oblicze chłopaka, którego wykreowała moja podświadomość. Wydatne kości policzkowe, wąski proporcjonalny nos, idealne oczy i pełne usta.
- I popatrz, znów Pan Tajemniczy. - Odezwała się May zaglądając mi przez ramię. Mruknęłam coś w ramach potwierdzenia zamykając zeszyt. Wyszłyśmy z klasy gdzie, czekał na nas James.
- Musiałaś już od rana doprowadzać tego biednego człowieka do białej gorączki? - Wypalił na powitanie, powstrzymując się od śmiechu.
- Ja się tylko spóźniłam, to on zaczął robić wielkie halo o dwie minuty spóźnienia. - Rzuciłam beznamiętnie poprawiając sukienkę, która podwinęła mi się do góry ledwo zasłaniając pośladki.
James nie wytrzymał i parsknął histerycznym śmiechem, nieomal dusząc się. Przewróciłam oczami i bez słowa ruszyłam w stronę dziedzińca zostawiając za sobą Jamesa i May. Usłyszałam tylko jak woła za mną żebym poczekała na co moja przyjaciółka machnęła ręką i udała się w głąb szkoły.
-A nie wpadłaś na to, że jest dla Ciebie taki ostry, bo ma ochotę Cię przelecieć? - Patrzyłam na niego przez chwilę, ponieważ nie docierało do mnie co powiedział. Kojarzycie ten moment, gdy stajecie twarzą w twarz z małym dzieckiem i wydaje Wam się, że próbuje coś przekazać ale za cholerę nie macie pojęcia co? Dokładnie tak miałam w tej chwili.
- Czekaj, że co... Chyba sobie żartujesz? - Nadal nie dowierzałam, że w ogóle przeszło mu to przez myśl. Gdyby to był jeden z tych przystojnych nauczycieli, ale nie! Rozmawialiśmy o facecie, który po powrocie do domu uwalał się na kanapę, wypijał parę... naście piwek i pochłaniał na raz cztery powiększone zestawy kubełków z KFC. Czego dowodził wielki brzuch, wchodzący do klasy na chwilę przed tym zanim on przekroczył próg klasy. Do tego wszystkiego ta jego łysinka, szczurza twarz i malutkie, wrednie patrzące na wszystkich, przez posklejane taśmą okulary, oczka. - Powiedz, że nie mówiłeś tego poważnie, bo nie mam pieniędzy na lunch, a zaraz zwrócę wszystko co zjadłam na śniadanie. Skąd Ci w ogóle taki skandaliczny pomysł przyszedł do łba? - Wymownie uniósł brew mierząc mnie od stóp do głów. No dobra może i sukienka była ciut krótsza od tych, które nosi reszta dziewczyn, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Woląc więcej o tym nie myśleć szturchnęłam go w ramię i następne zajęcia.
Komentarze
Prześlij komentarz